Miasto nie daje rady to spółdzielnie tym bardziej. Spółdzielnia na północy w której mieszkam - odśnieżone byle jak aby "jakoś" można było przejść. Co roku odwilż i w nocy mróz to szklanka od rana, wracasz z pracy i widzisz że nawet grama piasku nie posypano. Odśnieżanie parkingu - kpina. Niby taka bieda w Polsce ale parkingi zastawione na full przez prawie cały dzien. Czy to wina miasta za mało miejsc parkingowych czy bogactwo społeczenstwa że mają po kilka samochodów na jedno gospodarstwo domowe? Jak łaskawie zaczęli odśnieżać to nic nie mogli zrobić, bo sporo samochodów stało, a niedaleko jest osiedlowy sklep i poradnia medyczna to ludzie nie będący mieszkancami osiedla przyjeżdżają i blokują. Pod samym budynkiem spółdzielni też - chodniki zastawione samochodami, bo bliżej tegoż sklepu i przychodni.
Odśnieżyć byle jak i raz na miesiąc posypać piaskiem ale czynsz i opłate za deszczówkę regularnie podnosić to wolno.
Co robią spółdzielnie?
Miasto nie daje rady to spółdzielnie tym bardziej. Spółdzielnia na północy w której mieszkam - odśnieżone byle jak aby "jakoś" można było przejść. Co roku odwilż i w nocy mróz to szklanka od rana, wracasz z pracy i widzisz że nawet grama piasku nie posypano. Odśnieżanie parkingu - kpina. Niby taka bieda w Polsce ale parkingi zastawione na full przez prawie cały dzien. Czy to wina miasta za mało miejsc parkingowych czy bogactwo społeczenstwa że mają po kilka samochodów na jedno gospodarstwo domowe? Jak łaskawie zaczęli odśnieżać to nic nie mogli zrobić, bo sporo samochodów stało, a niedaleko jest osiedlowy sklep i poradnia medyczna to ludzie nie będący mieszkancami osiedla przyjeżdżają i blokują. Pod samym budynkiem spółdzielni też - chodniki zastawione samochodami, bo bliżej tegoż sklepu i przychodni.
Odśnieżyć byle jak i raz na miesiąc posypać piaskiem ale czynsz i opłate za deszczówkę regularnie podnosić to wolno.